Opis zdjęcia
Brdárka zauroczyła mnie od pierwszej chwili. Jest w tym miejscu coś rzadkiego - cisza, która nie jest pusta, tylko pełna życia. Patrząc na te kwitnące czereśnie, miałem wrażenie, że czas zwolnił tu o kilka dobrych dekad. Im więcej potem czytałem o tej wsi, tym bardziej rozumiałem, skąd bierze się ten nastrój. To maleńka miejscowość na górnym Gemerze, położona na wysokości 555 m n.p.m., na południowym zboczu Radzimu, na północny zachód od Słowackiego Krasu. Mieszka tu około 60 osób, a samą wieś tworzy zaledwie około 40 domów. Brdárkę nie bez powodu nazywa się czereśniowym rajem. Sady zajmują znaczną część okolicy, a w samych sadach rośnie mniej więcej od 2500 do 3500 drzew owocowych, z których część sadzono jeszcze na początku XX wieku. Owocnictwo rozwinęło się tu już na początku XVIII wieku, a drzewa były kiedyś tak cenne, że za ich ścięcie groziła kara grzywny. To miejsce ma też swoją cichą warstwę historyczną. W centrum stoi renesansowo-barokowy kościół z końca XVII wieku, a w nim organy Daniela Wallachy z 1762 roku - według lokalnych źródeł jedyne kompletnie zachowane dzieło tego budowniczego organów na Słowacji. Najbardziej zostało mi jednak nie to, ile tu rośnie drzew ani ile lat ma tutejszy organ. Zostało mi w głowie coś prostszego - światło na zboczu, miękkość kwitnących koron i to dziwne, piękne wrażenie, że są jeszcze miejsca, które nie muszą niczego udowadniać.
Komentarze