Opis zdjęcia
Na Morawach najczęściej pracuję teleobiektywem. Lubię wycinać fragmenty wzgórz, porządkować linie, szukać falujących wzgórz. Tym razem było inaczej. Niebo zapłonęło tak pięknie, że szkoda było zamykać je w ciasnym wycinku, więc sięgnąłem po szeroki kąt. Po zachodzie wszystko zaczęło przesuwać akcenty. Ziemia przygasła, drzewa stały się ciemnym kontrapunktem, a cała uwaga przeszła wyżej. Kolory nie przyszły od razu. Narastały spokojnie, aż w końcu to nie wzgórza, ale niebo zaczęło prowadzić cały obraz. W takich chwilach najbardziej liczy się cierpliwość. Główne światło dawno gaśnie, człowiek odruchowo myśli już o końcu, a właśnie wtedy wieczór potrafi otworzyć jeszcze jedną, zupełnie inną odsłonę.
Komentarze
...fajna fota ;-)