Maria Milena - fade (2009-11-29 21:43:36)
Nowakus - Nati (2009-11-29 21:43:01)
Jarosław Matuszek - jesienny liść (2009-11-29 21:41:49)
Marcin Jagiellicz - Dotyk (2009-11-29 21:38:38)

Numer 1 - Newslettera Plfoto.com

Witamy w pierwszym numerze Newslettera Plfoto.com


Początki zawsze są trudne, ale tym razem obyło się bez większych przeszkód. Pomysł na newsletter Plfoto.com nie jest nowy, lecz na jego realizację musieliśmy poświęcić trochę czasu i jeszcze więcej pracy. Od dzisiaj, co dwa tygodnie, będziecie otrzymywać biuletyn z ciekawymi wywiadami i informacjami o wystawach, które warto zobaczyć. Jako pierwsi, na nasze pytania odpowiedzieli: Marcin Szpak (znany na Plfoto.com jako hoodoo) oraz Andrzej Kramarz, autor albumu "Rzeczy". Zapraszamy do lektury!


Rozmowa z Marcinem Szpakiem (hoodoo) - autorem fotografii wybranej przez Plfoto.com na Zdjęcie Dnia.

Gratuluję wyróżnienia. Jak powstało to zdjęcie i jak wyglądała praca nad nim? Skąd wziął się pomysł na właśnie taką stylizację modelki, która przywołuje na myśl gwiazdę rodem z filmu niemego?

Na jednym z portali internetowych zajmujących się fotografią zobaczyłem portfolio Kasi Konieczki, projektantki z Sopotu. Nawiązaliśmy kontakt, powstał ogólny zarys projektu, który chcieliśmy razem stworzyć. Padła propozycja, żeby sesję zrobić w sopockim Sfinksie. Wybraliśmy modelki, Kasia przygotowała kreacje, ja zająłem się sprawami technicznymi. Sesja trwała praktycznie cały dzień, było to pod koniec zeszłego roku. Pomysł na fotografię, o którą pytasz powstał w czasie sesji. Nie było wcześniej żadnego scenariusza. Niezwykłe miejsce, jakim niewątpliwie jest Sfinks, samo podsunęło mi tą koncepcję. Wielki, kiczowaty discoball wręcz krzyczał, żeby coś z nim zrobić. Nie mogłem się powstrzymać. Co do gwiazd niemego kina, myślę że to już zasługa kreacji Kasi, która przypomina czasy amerykańskiej prohibicji, lata 20. ubiegłego wieku. Bardzo odpowiada mi ten styl, dobrze się w nim czuje, trafia w moje poczucie estetyki.


Czy zastosowałeś w tej fotografii jakieś elementy obróbki komputerowej? Ornamenty na ciele modelki i tło są realne czy może przez Ciebie dodane?

Jeżeli chodzi o sprawy techniczne, nigdy nie ukrywałem, że
"cyfryzacja" działa na korzyść fotografii, jednak tutaj nie użyłem zbyt wielu trików. Komputer został wykorzystany tylko do narzucenia dominanty. Światło to dwie lampy: softbox skierowany został na modelkę, natomiast druga lampa ze strumienicą, błyskała na kulę. Ornamenty to oczywiście część stroju, po raz kolejny ukłony dla Kasi. Tło jest jak najbardziej "analogowe", 100% klubowej ściany.


Dlaczego zdecydowałeś się stworzyć dyptyk akurat z tych dwóch zdjęć?

Jak już wcześniej wspomniałem discoball od razu przykuł moją uwagę. Jeżeli chodzi o zestawienie tych dwóch fotografii, chodziło mi tylko o kompozycję i estetykę obrazu. Od początku myślałem o dyptyku, chciałem żeby całość tworzyła kwadrat. Nie dla każdego światełka na ścianie są czytelne, nie wszyscy kojarzą, że pochodzą one od kuli. To jednak detal, bardziej chodziło mi o kompozycję. Sądzę, że akurat te dwie fotografie świetnie ze sobą współgrają.

Rozmawiała Marta Przetakiewicz

Fascynuje mnie ludzka kreatywność

Z Andrzejem Kramarzem rozmawiamy o jego najnowszym albumie "Rzeczy", który ukazał się właśnie nakładem Muzeum Etnograficznego w Krakowie.

W albumie znajdziemy Pańskie zdjęcia z krakowskich Grzegórzek. Dlaczego postanowił Pan sfotografować właśnie to miejsce?


Tak naprawdę tematem zdjęć nie są Grzegórzki, tylko rzeczy. A skąd się wziął pomysł? Wydaje mi się, że nie możemy żyć bez rzeczy. Rzeczy nas opisują. Ubrania, samochody. Wszystko co człowiek wygenerował, wykreował. Na jednym końcu mojego zainteresowania jest ludzka kreatywność, fascynująca kreatywność. Gdy fotografuję rzeczy, od razu widzę oczami wyobraźni pierwszy nóż wykonany przez człowieka, wyciosany z kamienia. A Grzegórzki? Nigdy nie patrzyłem na nie jak na temat, obiekt. Chodziłem tam od lat. Pewnego dnia mnie ten zalew rzeczy tam mnie olśnił. Wyobraźmy sobie, że wchodzimy do domu i nie ma tam żadnych rzeczy. O to chodzi. To rzeczy mnie interesują. Czy ten przedmiot był komuś potrzebny czy nie. I teraz wchodzę pod Halę Targową i widzę cudowny patchwork. Najbardziej fascynujące dla mnie jest to, że tak naprawdę nie możemy się dowiedzieć historii danego przedmiotu. Możemy sobie coś wyobrażać - czemu ten przedmiot nie jest komuś potrzebny, skoro go ktoś sprzedaje. I czy on jest potrzebny, bo go ktoś kupuje. Do tego dochodzi coś, co mnie bardzo interesuje, czyli element socjologiczny. 20 lat temu Grzegórzki wyglądały przecież zupełnie inaczej. Dzisiaj sprzedawane jest to, co jakiś pijaczek wygrzebie na strychu, a z drugiej strony targowisko odpowiada na współczesne zapotrzebowanie. Stąd na przykład stoisko z ładowarkami do telefonu czy bebechami do komputerów. Kilkadziesiąt lat temu ich nie było. To też pewien nośnik informacji o naszych czasach. I wreszcie album jest wynikiem tego, co mnie- już ściśle w fotografii - fascynuje. Samo pokazywanie rzeczy. Fotografuję np. nożyczki. To najprostsza fotografia na świecie, nikt czegoś prostszego nie wymyślił.

Czy czuje się Pan w jakimś stopniu historykiem?

Nie. Ale interesuje mnie pamięć i to, co jest "pozazdjęciowe". To znaczy - wydaje mi się, że obiekt - jakikolwiek, na przykład telefon komórkowy - jest niedopowiedziany. Dopowiedzeniem jest to, co jest w naszej wyobraźni i nasza wiedza na ten temat. Fascynuje mnie cała ta historia "pozazdjęciowa" - bo nie jest widoczna i jest zależna od odbiorcy.

Czy próbuje sobie Pan te historie uzupełniać? Dopytuje ludzi, skąd się wzięła dana rzecz, kto się nią posługiwał, czy stawia tylko na swoją wyobraźnię?

Ten album jest tak skonstruowany, jest w nim taka masa rzeczy, że jedno zdjęcie można oglądać godzinami. To co lubię jeszcze na tych zdjęciach, to taka metafizyka małego społeczeństwa na każdej fotografii. Mamy gwoździe, obok leży Święta Rodzina, jeszcze obok nóż. To tak jak wśród ludzi. Mieszkamy sobie w bloku, a obok, za ścianą mamy sąsiada, który jest od nas kompletnie różny. Dla mnie to jest kosmos. Straszny kosmos, olbrzymi. I gdybym chciał dopytywać o każdą rzecz, wchodzić w jej historię. To tak jak Gombrowicz pisał - dlaczego mam pomagać temu żuczkowi, skoro obok jest następny, i jeszcze następny. To raczej intuicyjne. Gdy ktoś chce coś powiedzieć, nawiązać rozmowę, to pytam. Ale to nie są badania naukowe.

Woli Pan fotografować rzeczy czy ludzi?

Myślę, że cały czas fotografuję ludzi. Bardzo to jest przekorne. Wyszedłem w swojej pracy od fotografii humanistycznej. Uważam, że to, co robię z Weroniką Łodzińską, czyli "Dom", to tak naprawdę są opowiadania o ludziach przez dom. Nie interesowałyby mnie te zdjęcia, gdyby za nimi nie stał człowiek. Niby mówię o rzeczach, ale dla mnie to raczej metafora.

Fotografuje Pan bardzo realistycznie, nie bawi się w żadne komputerowe upiększanie rzeczywistości. Dlaczego?

Dlatego że dla mnie to rzeczywistość jest największą zagadką. Ja tak naprawdę nic ze świata nie rozumiem. Próbuję zrozumieć cokolwiek, ale nie wydaje mi się, żebym był mądrzejszy niż 10 lat temu. Moje zdjęcia to są pytania, które sobie zadaję. Tak jestem skonstruowany, że gdybym przed fotografowaniem znał odpowiedź na jakieś pytanie, w ogóle nie chciałbym zrobić zdjęcia. To zmaganie z materią - i to zmaganie jest dla mnie najciekawsze. To tak jak z rozwiązywaniem zadania. Jak się już pozna wynik, nie ma już takiej przyjemności, jak wtedy, gdy go szukaliśmy. Nie mówię, że w życiu można poznać jakąkolwiek ostateczną odpowiedź - ale dla mnie powodem, dla którego biorę do ręki aparat, jest właśnie szukanie odpowiedzi. Kiedyś kombinowałem z kompozycją, tajemnicą. Potem dochodzi się do momentu, że ma się patent na dobrą fotkę. I mnie to po prostu znudziło. Jeśli ktoś to lubi - ok. Nie mam nic przeciw takiemu fotografowaniu. Ja już po prostu tak nie potrafię. Dla mnie ważne jest przedstawienie: oto ten pan, oto ta pani. A co się dalej dzieje, to kwestia naszej wyobraźni.

Gdzie będzie dostępny Pański album?

Będzie dystrybuowany przez krakowskie Muzeum Etnograficzne. Będzie też dostępny w księgarni w Zachęcie, w CSW, w Bunkrze Sztuki.

Rozmawiała Monika Frenkiel

     Firlej
"Distractions" - wystawa fotografii Marzeny Gregier oraz Gonçalo Franco we wrocławskim ODA Firlej.

Miejsce: ODA Firlej, ul. Grabiszyńska 56, Wrocław
Wystawa czynna do: 31.01.2009.
                                     Wstęp wolny - zobacz więcej...


Jowita Bogna Mormul - Przestrzeń Intymna w GCK

Miejsce: Górnośląskie Centrum Kultury, pl. Sejmu Śląskiego 2, Katowice
Wystawa czynna do: 8.02.09
Wstęp wolny - zobacz więcej...


Zapraszamy do dzielenia się swoimi opiniami na temat Newslettera. Jeżeli macie pomysły, którymi chcielibyście się podzielić z innymi, piszcie na adres admin@plfoto.com.

«powrót